Dzień Niepodległości USA. Wszystko zaczęło się od herbaty

Jak powszechnie wiadomo, Brytyjczycy słyną z zamiłowania do herbaty. Codzienny rytuał picia tego naparu dla poddanych Jej Królewskiej Mości jest tak samo ważny, jak siesta dla Hiszpana czy rosół na polskim stole. Brytyjczycy zwykli popijać herbatkę z dodatkiem mleka i cukru, zdarzyła się jednak w historii sytuacja, gdy wiernym poddanym króla Jerzego III podano liście herbaty ze słoną wodą. Biorąc pod uwagę porę roku – 16 grudnia 1773 roku, był to bardzo odważny eksperyment. Temperatura wody w Zatoce Bostońskiej znacznie różni się od temperatury, dajmy na to islandzkich gejzerów i pomijając kwestię smaku, ciężko było się nią, chociażby rozgrzać. Sam król również nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, miejscowi herbaciarze zwący siebie Synami Wolności zużyli bowiem do tego celu zawartość ładowni trzech statków Kompanii Wschodnioindyjskiej cumujących w zatoce. Ot, tak przebrani za Indian wywali cały towar prosto do wody. Tak oto nieprawidłowe przygotowanie ulubionego naparu przeciętnego Londyńczyka przyczyniło się do powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Przebrani za Indian koloniści zrzucają skrzynie z herbatą do morza – litografia z 1846 roku, źródło: Wikipedia

Są oczywiście tacy, którzy będą próbować podważyć tę teorię, ale czy należy się tym przejmować? Czy zamach na Arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie był jedyną przyczyną wybuchu I wojny światowej? Jasne, że nie. Władcy Europy od dawna skakali sobie do gardeł i tylko czekali na dogodny pretekst, aby pobawić się żołnierzykami. Każdy z przekonaniem, że zwycięży, a jego armia okryta chwałą na polach walki, wróci do domu na Boże Narodzenie. Wiemy doskonale, jak się to skończyło i jak chwalebna była to walka.

Przyszli Jankesi wykazali się, jak widać dużo większym rozsądkiem, a przygotowując herbatę, nie skrzywdzili nawet muchy. Choć biorąc pod uwagę porę roku, zapewne ich tam nie było. Mając jednak w planach opracowanie receptury Coca-Coli, postanowili poczekać chwilę i ogłosić swoją niepodległość w późniejszym czasie. Zapewne nie chcieli, aby ich święto narodowe kojarzone było z nieudanym eksperymentem lub co gorsze aktem wandalizmu.

4 lipca 1776 roku nadarzyła się właściwa okazja. 13 kolonii brytyjskich podpisało „Jednomyślną deklarację trzynastu Zjednoczonych Stanów Ameryki”, deklarując, że są wolni od władzy króla i mają prawo do samostanowienia. Tym razem Jerzy III zezłościł się na dobre. Jeszcze czuł w gardle posmak tej okropnej herbaty, a tu zamiast przeprosin i dajmy na to jakichś egzotycznych prezentów, dostał wypowiedzenie z roboty na całkiem sporym obszarze. Oznaczało to, co oczywiste redukcje etatu, a co za tym idzie znaczne straty finansowe. Królowi na pieniądzach musiało wyjątkowo zależeć, jego syn Jerzy IV należał bowiem do najrozrzutniejszych mieszkańców Starego Kontynentu. A był to nie lada wyczyn, księciu wydawanie pieniędzy szło tak dobrze, że kilka lat później grupa młodych ludzi postanowiła zekranizować jego historię. W rolę regenta wcielił się sam Dr House, a jego prawie wiernego sługę zagrał Jaś Fasola. Wielcy miłośnicy dobrze zaparzonej herbaty.

Obraz ilustrujący podpisanie deklaracji niepodległości autorstwa Johna Trumbulla (1819), źródło: Wkipedia

Nad aktem niepodległości pracowało pięciu chłopa, co w dzisiejszych czasach jest nie do pomyślenia z wielu powodów. Tak czy inaczej, ktoś szybko stwierdzi, że podpisanie czegoś, w przeciwieństwie do wyrzucania, jest dobrym powodem do świętowania. Kraj zaczął się rozrastać, liczba stanów zwiększyła się do pięćdziesięciu i tak powolutku Stany Zjednoczone Ameryki stały się jednym z głównych graczy na arenie międzynarodowej.

Obywatele USA mają dziś swoje święto. Zwyczajowo w wielu miejscach odbywają się parady, festyny, pokazy sztucznych ogni. Jak będzie w dobie pandemii? Jestem przekonany, że trwająca kampania prezydencja rozgrzeje atmosferę. Dla ochłody proponuję mrożoną herbatę, może studząc zapały, przejdziemy do historii?

Autor: Michał Pogoda